niedziela, 22 lipca 2012

03.

ROZDZIAŁ TRZECI 
Usłyszałem donośne pukanie więc wstałem i skierowałem się do przedpokoju. Otworzyłem drzwi i ujrzałem przed sobą Louis'ego. Stałem przed nim jak wryty nie wiedząc co robić.
- Harry, ogarnij się. Nie zmarnuj kolejnej szansy. - pomyślałem, po czym przywitałem się.
- Dzień dobry, Harry. - odpowiedział.
- Skąd znasz mój adres? - zapytałem zapraszając chłopaka do środka i siadając wraz z nim na kanapie.
- Poprosiłem Eda, by mi wytłumaczył gdzie mieszkasz. Nie było Cię dziś w 'Delight'. - stwierdził.
- Racja, jest już 14. - spojrzałem na zegarek. - Przepraszam, zaspałem.
- Rozumiem. - zaśmiał się.
- Ale jak to? Czekałeś na mnie? - spytałem zdziwiony.
- Po tym jak wtedy uciekłeś, chciałem wyjaśnić wczorajszą sytuację. - No tak, wiedziałem, że tamta noc nie zostanie pominięta. Odchrząknąłem i odetchnąłem głośno.
- Przepraszam.
- Za co przepraszasz? - położył swą rękę na mym kolanie. Poczułem się... lepiej?
- Za to, że uciekłem jak tchórz. - spoglądałem tępo w ścianę.
- Nie masz za co przepraszać. Rozumiem, że mogłeś poczuć się co najmniej dziwnie.
- Yeah, dokładnie. Ale proszę powiedz mi. Dlaczego chciałeś mnie znaleźć? - zaśmiał się po raz drugi.
- Poczułem, że jest to najlepszą rzeczą, jaką mogę teraz zrobić. Wiem, że obserwujesz mnie już od dłuższego czasu i wiem, że jesteś biseksualny. - zakasłałem.
- Ale... skąd? - wydukałem jąkając się.
- Mam swoje źródła. Ale, Harry. Mi to nie przeszkadza. Sam jestem homoseksualny. - zaskoczyło mnie trochę to jego wyznanie. - Boisz się mnie?
- Dlaczego miałbym się Ciebie bać? - uśmiechnąłem się.
- Ponieważ jestem inny niż Ty. Choć może... nie aż w tak dużym stopniu co inni Brytyjczycy.
- Przecież nie jesteś jedynym gejem w Anglii. - objąłem go swoim ramieniem. Nie wierzę, że podczas naszej rozmowy stałem się mniej nieśmiały.
- Wiem, ale... - przerwałem mu.
- Nie ma żadnego ale Louis. Zdaję sobie sprawę, że jest to dla Ciebie trudne, więc pomogę Ci.
- Jak? - zdziwił się.
- Będę Twoim najlepszym przyjacielem. - przytuliłem go.
***
By zbliżyć się do siebie z Louis'm i dowiedzieć się o sobie nieco więcej, spaliśmy dziś razem w namiocie.
Chyba pierwszy raz w życiu opowiadałem komuś tyle czasu o sobie i słuchałem jak ktoś opowiada o nim. Louis to dwudziestolatek zamieszkujący Londyn, który bardzo lubi marchewki i ubrania w paski. Ma na nazwisko Tomlinson. Za pewne z dnia na dzień będziemy poznawać siebie coraz bardziej, skoro mamy być najlepszymi przyjaciółmi. Cieszę się, że otworzyłem się przed nim i nie wyprosiłem go wtedy z mojego domu. Jestem pewien, że to wydarzenie całkowicie odmieni moje życie.
A tak poza tym, to dowiedziałem się, że mama wychodzi za Robina w tą sobotę. Podjęli tą decyzję bardzo szybko, bo oboje uznali, że nie ma potrzeby dłużej czekać. Cieszę się ich szczęściem, ponieważ uważam, że Robin to idealny mężczyzna dla mojej mamy. Anne poprosiła mnie, bym przyszedł z osobą towarzyszącą.
Zastanawiałem się, czy zaprosić Louis'ego i postanowiłem, że to z nim pójdę. Przecież to dobry pomysł, prawda? Zapytałem mamy, czy byłby to problem, i powiedziała, że to nawet dobrze. Zaproponowała, bym zaprosił Tomlinsona na jutrzejszą kolację. Oczywiście od razu po naszej rozmowie pobiegłem na górę i zadzwoniłem do przyjaciela. Na szczęście się zgodził. Mam nadzieję, że moja mama również polubi Lou.

              Spacerowaliśmy alejkami oświetlanymi przez przydrożne lampy. Park o tak późnej godzinie wygląda niesamowicie pięknie, więc wybraliśmy akurat to miejsce na nasz spacer.
- Harreh, czy mógłbym się o coś spytać? - zapytał Louis.
- Pewnie, pytaj.
- Proszę, nie zakochuj się we mnie. - zaskoczyła mnie jego prośba. Nie wiedziałem co odpowiedzieć, więc jedynie przytaknąłem głową i uśmiechnąłem się głupkowato.
Nie taki plan, nie takie miałem zamiary. Chodź w sumie, sam nie wiedziałem co chcę zrobić, do czego chcę dążyć. Nie mam planu, to chyba źle. Idę drogą i nie wiem jak daleko chcę zajść. Nie jestem pewien gdzie znajduje się meta i czy kiedykolwiek uda mi się ją zdobyć. Wciąż się wspinam, lecz widoki są świetne.

~*~

Cześć.
Obawiam się czy to wszystko nie potoczyło się za szybko, lecz mam nadzieję, że i tak się spodoba.
nie wiem kiedy wstawię następny, postaram się jak najszybciej.
tak przy okazji, zapraszam na shota o Larrym. http://someone-like-you-imaginy.blogspot.com/2012/07/one-shot.html

przeczytałeś/aś = proszę, skomentuj, to dla mnie ważne.



niedziela, 15 lipca 2012

02.

ROZDZIAŁ DRUGI 
Kolejne popołudnie spędzałem w kawiarni ‘Delight’ spijając kubek ulubionej karmelowej kawy. 
Zdziwiłem się bardzo, gdyż dnia dzisiejszego Ed nie przyszedł na swoją zmianę. Zauważyłem, że jego szef nie był zadowolony z tego powodu i co chwilę zerkał w stronę drzwi, czy przypadkiem nie przekroczy ich próg jego pracownik.
Wpatrywałem się w zaczytanego Louis'ego. Był tak idealny pod każdym względem, że aż trudno było w to uwierzyć. Podniósł głowę, a nasze spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy. Chciałbym, by ta chwila trwała wiecznie, lecz speszony odwróciłem wzrok w inną stronę. Podszedł  i zajął miejsce koło mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć, więc nie mówiłem nic. Do czasu, gdy on rozpoczął rozmowę. 
- Mógłbyś pożyczyć mi trochę cukru? - zapytał ciepło. 
- eh, pewnie. - odpowiedziałem i podałem mu cukierniczkę. 
Odszedł i powrócił do swojego wcześniejszego miejsca, a ja znów go obserwowałem. 

           Kolorowe, migające światła i ta muzyka porywająca wszystkich do tańca. Tak, dziś postanowiłem wybrać się do klubu, by w końcu się odstresować. W ostatnim czasie nie była mi dana choć krótka chwilka odpoczynku. Pokierowałem się w stronę barku i zająłem jedno wysokie krzesło.
- Co podać? - spytał barman.
- Dwa kieliszki czystej wódki, dobrze? - poprosiłem i uśmiechnąłem się miło.
Lekko łysiejący facet po czterdziestce podał mi moje zamówienie, a ja w niecałe 30 sekund wlałem w siebie trunek. Ruszyłem ku parkietowi i pociągnąłem za sobą pierwszą napotkaną osobę. Reflektory zgasły, a ciemność ogarnęła całe pomieszczenie. Wraz z "nieznajomym" zaczęliśmy ruszać się w rytm muzyki, kołysząc się w przód, w tył i na boki. Zmiana piosenki na nieco wolniejszą. Ocieraliśmy się zmysłowo o swoje ciała rozpalając pożądanie,  po czym przyciągnąłem go do siebie tak, że jego biodra przylegały do moich.
- Oh, co się stało z nieśmiałym Harrym? - pomyślałem, nie oczekując odpowiedzi.
Nagle światła zapaliły się. Zamrugałem parę razy, po czym spojrzałem na mojego towarzysza, nie mogąc uwierzyć w to, kim okazał się być mój partner.
- To Ty? - zapytałem Louis'ego.
- Yup, to ja. - odpowiedział, a ja speszony uciekłem jak najdalej.
Powiew zimnego powietrza wywołał u mnie zimną skórkę, gdy opuściłem lokal. Wsiadłem do samochodu, włożyłem kluczyki do stacyjki i odjechałem. Będąc już pod domem oparłem swą głowę na kierownicy i zacząłem rozmyślać, dlaczego nie zostałem tam i nie porozmawiałem z nim. Przecież miałem idealną okazję, by w końcu go poznać. Głupiec ze mnie.
Przekraczając próg drzwi wejściowych prowadzących do mojego domu, spodziewałem się kilku niemiłych słów na temat tego, że jestem trochę pijany i śmierdzi ode mnie alkoholem, choć dużo nie wypiłem, na prawdę. Tak, moja mama jest bardzo opiekuńcza i martwi się o mnie, nawet wtedy, gdy nie ma do tego powodów. Zdziwił mnie fakt, że nie było jej, choć była godzina 1:00.
Wyjąłem swój stary zeszyt i odszukałem ulubiony długopis z kocim motywem. Zapisałem słowa i ułożyłem do nich nuty, łącząc w fragment piosenki, którą mam nadzieję, że dokończę w najbliższym czasie.
Poszedłem do łazienki i wziąłem zimny prysznic na dobranoc.  Ułożyłem się na łóżku i zasnąłem słuchając dobrze znanej mi piosenki.
"I wanna glide down, over Mulholland, Wanna write her name in the sky, I wanna free fall out into nothin, Oh, I'm gonna leave this, this world for a while."


~*~


tak jak obiecałam, każde nowe zdanie pisane z dużej litery. mam nadzieję, że rozdział się spodoba, bo według mnie jest nawet okej. zapraszam do dodawania się do 'członków', tak, fajnie do brzmi. 
do następnego, bye. jeśli chcesz być informowany, napisz swój nick na twitterze w komentarzu, bądź numer gg. 
+ przepraszam za literówki. 


przeczytałeś/aś = proszę, skomentuj, to dla mnie ważne.



środa, 11 lipca 2012

01.

Rozdział pierwszy
siedziałem samotnie w mojej ulubionej kawiarni i czekałem na chłopaka, który zawsze o tej porze zajmował stolik naprzeciw mnie i zamawiał małą czarną. czyżby dziś mu coś wypadło i to zmusiło go do spóźnienia? za pewne i tak się nie dowiem, gdyż jestem zbyt nieśmiały, by zamienić z nim chociażby jedno słowo.
codziennie zastanawiam się, dlaczego aż tak bardzo przywiązałem się do niego. przecież nawet nie znam jego imienia. wydaje się całkiem miły i uprzejmy, bo zawsze ofiarowuje kelnerowi karmelowe ciastko.
z rozmyślań wyrwał mnie nagły podmuch jesiennego wiatru. odwróciłem swą głowę w kierunku drzwi wejściowych i ujrzałem uśmiechniętego chłopaka, tak tego, o którym wcześniej opowiadałem.
zdjął swój płaszcz i powiesił na wieszaku, który znajdował się w rogu pomieszczenia i zajął 'swoje miejsce'.
- to co zawsze, Louis? - zapytał Ed*. jestem mu ogromnie wdzięczny za to, że wypowiedział to zdanie wystarczająco głośno, bym mógł je usłyszeć. przynajmniej wiem teraz, jak ma na imię chłopak, który ogromnie mnie zaintrygował.
- tak. - odpowiedział.
dopiero teraz zauważyłem, że prawie każdego dnia jest on ubrany w bluzkę w paski, bądź w szelki. czy to jego nawyk, czy może uzależnienie? oh, kolejne pytanie, na które pewnie nigdy nie otrzymam odpowiedzi.
dzwonek zadzwonił, a Louis wstał i zasunął krzesło. pokierował się w stronę lady i odebrał swoje zamówienie. śledziłem każdy jego ruch, a on jakimś dziwnym cudem tego nie zauważał, choć to może i nawet lepiej.
mój telefon zaczął wibrować informując mi, że czeka mnie rozmowa.
- halo? - nacisnąłem zieloną słuchawkę i zapytałem.
- Harry? - rozpoznałem głos mojej mamy.
- tak?
- obiad już jest gotowy, mógłbyś już wracać? - zapytała tym swoim radosnym głosikiem, którym w dzieciństwie śpiewała różne piosenki na dobranoc.
- za chwilę będę. - odpowiedziałem. pożegnałem się i zakończyłem połączenie.
wstałem i założyłem na siebie swój płacz, po czym owinąłem się ciepłym, wełnianym szalikiem. zostawiłem na stoliku pieniądze za kawę i opuściłem lokal.
będąc już w domu zasiadłem przy stole wraz z rodziną i delektując się miłą atmosferą, w spokoju spożywałem posiłek. na dzień dzisiejszy mama przygotowała kurczaka, ponieważ to już taka tradycja, że w niedzielę jest u nas ta potrawa.
po zjedzeniu obiadu, udałem się do swojego pokoju i ułożyłem się wygodnie na łóżku. wyjąłem ipoda z szufladki półki nocnej znajdującej się tuż obok i kliknąłem "play" przy mojej ulubionej playliście. przy piosence The Fray - Look After You, zasnąłem.
przebudziłem się około godziny dziewiętnastej. tak, czterogodzinna drzemka dobrze mi zrobiła, bo czuję się wypoczęty. postanowiłem, że pobiegam trochę, więc przebrałem się w dres.
z początku moja trasa tyczyła okolic domu, lecz po jakimś czasie trochę z niej zboczyłem i skierowałem się w stronę nieznanych mi uliczek. włączyłem muzykę i na chwilę zamknąłem oczy. pech chciał, bym oczywiście na kogoś wpadł. oboje wylądowaliśmy na ziemi brudząc przy tym nasze ubrania.
- przepraszam, to moja wina. - powiedziałem zmieszany i podałem rękę brunetce, by pomóc jej wstać.
- oh. - spojrzała na zegarek. - muszę już iść. - i bez kolejnych, zbędnych słów zniknęła z pola mojego widoku.
wróciłem do rodzinnego mieszkania i wziąłem zimny prysznic. na kolacje zamówiłem pizze, lecz w oczekiwaniu na nią zasnąłem, więc pewnie zjem ją zimną na śniadanie.

~*~

* Chodzi mi tu o Eda Sheerana, tak zrobiłam z niego kelnera.

rozdział niezbyt długi, nie za krótki. tak, postanowiłam, że mniej więcej takiej długości będą i kolejne części mojego opowiadania. mam nadzieję, że wam się podoba, bo mi w sumie to nawet tak.

przeczytałeś/aś = proszę, skomentuj, to dla mnie ważne.




#larryshippers